Sylwia obudziła się następnego dnia bardzo wcześnie. Wszyscy
jeszcze spali, więc bez większego trudu wyszła niezauważona z domu. Nawet gdyby
ktoś wyjrzał w tym czasie przez okno nic by nie zauważył. W nocy był
przymrozek, szyby i wszystko wokół pokrył szron. Dziewczyna szła w ciepłych
kozakach sięgających połowy uda i długim aż do samej ziemi płaszczu, przez
śniegowe zaspy, z którymi już od miesiąca zmagali się mieszkańcy wioski.
Wędrówkę Sylwii można było podzielić na trzy etapy: zaspy śnieżne, gęsty, ciemny
las i cel włóczęgi. Takie poranne chodzenie, nawet w najgorszym chłodzie,
sprawiało nastolatce frajdę. Uwielbiała pokonywać coraz to nowe przeszkody,
które tworzyła Matka Natura. O dziwo dziewczyna nie bała się najbardziej
mrocznego labiryntu między drzewami, a pierwszego etapu, czyli mroźnych
pułapek. Za każdym razem gdy pokonywała odcinek prowadzący do gąszczu bała się,
że spadnie na nią jakiś zabójczy sopel bądź śniegowa płachta spod której nie
będzie mogła się wydostać. W lesie, natomiast, czuła się jak w domu. W
przeciwieństwie do rodziny, nie widziała w konturach drzew mrocznych Kosiarzy,
wysłanników Śmierci, lecz przyjazne driady, które zapraszały ją do
swojego mieszkania. Sylwia miała bujną wyobraźnię i często wydawało jej się, że
faktycznie może porozmawiać z leśnymi elfami. Dlatego w lesie przebywała dużo
dłużej niż gdziekolwiek indziej. Jednakże było jeszcze inne miejsce, którego
dziewczyna nigdy by nie opuściła, gdyby tylko mogła. Mianowicie było to miejsce
nad jeziorem o którym nikt oprócz Sylwii nie miał pojęcia. Chodziła tam
niemalże codziennie i za każdym razem gdy docierała do celu wędrówki zapierało
jej dech w piersi.
Tak było i tym razem. Lec z wstrzymała oddech dłużej niż zazwyczaj. Bowiem zobaczyła kogoś kto siedział na końcu zrujnowanego pomostu.
Tak było i tym razem. Lec z wstrzymała oddech dłużej niż zazwyczaj. Bowiem zobaczyła kogoś kto siedział na końcu zrujnowanego pomostu.
_____________________________
Sylvia woke up
the next day very early. Everyone was still asleep, so without much effort went
unnoticed at home. Even if someone looked at the time the window would not have
noticed. The night was frost, glass and all-around covered hoarfrost. The girl
was walking in the warm mid-thigh boots reaching and long reaching the ground
coat, the snow drifts, which has struggled for a month villagers. Sylvia's
journey can be divided into three stages: deep snow, thick, dark forest and the
purpose of vagrants. This morning walk, even in the worst cold, caused a
teenage girl fun. She loved it and overcome new obstacles that Mother
Nature created. Amazingly girl was not afraid of the dark labyrinth of the most
among the trees, and the first stage, ie the cold traps. Every time I overcame
episode leading to a thicket afraid to drop her a killer icicles or snow out
from under the sheet will not be able to get out. In the forest, however, felt
like home. In contrast to the family, not seen in the contours of the trees
dark Mowers, messengers of Death, but friendly dryads, which invited her to his
apartment. Sylvia had a vivid imagination and often seemed to her that
actually can talk to the forest elves. Therefore, in the woods stayed much
longer than anywhere else. But there was another place which girl would never
have left if she could. Namely, it was a place on the lake that no one apart
from Sylvia had no idea. She went there almost every day and every time when
the journey reaches the breath catch in his chest.
So it was this time. But her breath longer than usual. Because she saw someone who was sitting at the end of the ruined bridge.
So it was this time. But her breath longer than usual. Because she saw someone who was sitting at the end of the ruined bridge.